Sentymentalny spacer po Kleciu

W sobotę, 07.05.2016 r. odbył się spacer literacki po Kleciu. Motywem przewodnim wycieczki była historia przedstawiona w powieści „Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica”. Po Kleciu oprowadzała autorka wspomnianej książki, Izabela Chojnacka-Skibicka, która opowiedziała o autentycznych historiach jakie miały tu miejsce pod koniec II wojny światowej. Przewodniczka wspomniała między innymi o losie ostatnich przedwojennych mieszkańców  domu podcieniowego oraz o ich ostatnich chwilach w Kleciu.

Spacerem po Kleciu
Klecie jest niewielką, żuławską wsią, zlokalizowaną w pobliżu Malborka. Klecie otaczają żyzne pola uprawne, a w wakacje, jedyną drogą we wsi niespiesznie suną kombajny. Znaleźć tu można stare domy i zabudowania gospodarcze. Wzdłuż drogi wyłożonej tzw. „kocimi łbami” rosną wiekowe lipy, a na poboczu spotkać można urokliwe wierzby. Tu spaceruje się bardzo wolno, rozkoszując się aurą Klecia.

Śladami bohaterów powieści

Kilka lat temu w Kleciu zakochała się Izabela Chojnacka-Skibicka, wtedy jeszcze znana z książki „Miłość na gruzach Kosowa”. Czas mijał, a Iza coraz mocniej zgłębiała historię Klecia. Nawiązała nawet znajomość z jednym z ostatnich, przedwojennych mieszkańców tutejszego domu podcieniowego. Kwestią czasu było napisanie drugiej książki pt. „Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica”. To właśnie ta książka przyczyniła się do wzmocnienia identyfikacji i promocji Klecia.

Powieść oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, opisanych w starych pamiętnikach oraz przekazanych jako wspomnienia mieszkańców (byłych i obecnych). Znaleźć tu można również fikcję literacką, ale to co jest wspomnianą fikcją, a co ją tylko udaje, a jest faktycznie prawdą, wie tylko autorka książki – to taka mała zagadka, która pobudza wyobraźnię czytelnika.

Chodziło mi przede wszystkim – opowiada Izabela Chojnacka-Skibicka - o pokazanie Czytelnikom, że historia może być całkiem ciekawa, że to nie tylko puste daty, ale też losy ludzi takich, jak my. Kolejny mój zamiar to zwrócenie uwagi na Klecie, małą wioskę, która z pozoru zwykła kryje w sobie tajemnicę i historię ludzi, którzy musieli ją opuścić w 1945 roku, choć była ich domem od wielu lat.

Więcej na temat powieści:  kliknij

Dom podcieniowy i historia doprowadzająca do łez

Dom podcieniowy w Kleciu pochodzi z 1750 roku. Wybudowano go dla rodziny Zimmermann. Dom ten jest jednym z najbardziej znanych domów podcieniowych na Żuławach. Około 1880 roku dom nabył Johannes Wiehler – i to właśnie tutaj zaczyna się historia, która zmotywowała Izę do napisania książki.

Dzięki pomocy znajomych – opowiada autorka - udało mi się dotrzeć do Franka Wiehlera, syna ostatniego, przedwojennego właściciela domu podcieniowego w Kleciu. Napisałam do niego maila i od razu dostałam odpowiedź. Frank Wiehler wybierał się do Polski i zaproponował mi spotkanie. Okazał się przemiłym człowiekiem, który z sentymentem opowiadał mi o domu, w którym się urodził. W prezencie dał mi przedwojenne zdjęcia Klecia i pamiętnik, który napisał jego najstarszy brat. Historia ucieczki w styczniu 1945 roku widziana oczami czternastolatka. Przejmująca lektura. Pan Frank niewiele pamiętał z tamtego czasu, ale jedno utkwiło mu we wspomnieniach; to był listopad 1944 roku, tata Franka Wiehlera, Alfred został powołany do wojska. Rodzina pożegnała go przed domem, po czym Alfred Wiehler został odwieziony powozem na dworzec do Starego Pola. Mały Frank, pod nieuwagę rodziny, pobiegł za powozem wołając tatę, żeby wracał, nigdzie nie wyjeżdżał bez niego. Biegł tak spory kawałek drogi. To był ostatni raz, kiedy widział swojego ojca.
Rodzina Alfreda musiała stąd uciekać w styczniu, przed nadchodzącą Armią Czerwoną. W mroźną noc usiedli do ostatniego wspólnego posiłku, w skład którego wchodził min. ryż z cukrem i cynamonem. Potem Hedwiga Wiehler, matka Franka zrobiła ostatni obchód gospodarstwa, po czym wsiedli do wozu, na który zapakowali co tylko się dało i ruszyli przed siebie.

Spotkanie z Frankiem WIehlerem: kliknij

Najpiękniejszy ogród we wsi

Odrywając się na chwilę od historii Klecia i jej przedwojennych mieszkańców, warto zatrzymać się przy starym domu z zielonymi, otwartymi okiennicami. Miejsce to jest wyjątkowe, bo właścicielka od lat dba o swój przydomowy ogród, który zawsze cieszy oczy przechodniów - kwitną tu piękne, wielobarwne kwiaty.

To dom pani Malinowskiej – opowiada przewodniczka - która przy ogrodzie pracuje sama. Jej ogród wiosną i latem jest imponujący. Ale nie tylko tam warto się zatrzymać. Moja kolejna sąsiadka, Beata Czaja, mieszka w domu, który kiedyś należał do dziadka Franka Wiehlera, Alfreda. Ma niesamowity talent, jeśli chodzi o aranżację zieleni. Beata pracuje zawodowo, zajmuje się dziećmi i jeszcze ma czas i energię na swój ogród. Jest przepiękny, w ogóle Beata ma niesamowitą wiedzę, jeśli chodzi o kwiaty, zawsze mogłam liczyć na porady z jej strony.

 

Dom z duszą i z …. duchem?

Na skraju Klecia, a praktycznie już poza zabudowaniami wiejskimi, stoi, prawie w osamotnieniu, bo tylko z 1 sąsiadem, dom zbudowany z czerwonej cegły. Pochodzi on z 1921 r., a zbudował go Johannes Wiehler (właściciel domu podcieniowego) dla jednego ze swoich pracowników. Historia domu nie jest znana, jednak wiadomym jest, że jeszcze niedawno popadał w coraz większą ruinę (część gospodarcza uległa zawaleniu). Kilka lat temu w tym domu zamieszkała Iza Chojnacka-Skibicka wraz ze swoją rodziną. Rozpoczęła się mozolna praca nad przystosowaniem starego domu do funkcji mieszkalnej, ale to co Iza lubiła najbardziej to poranne kawy w ogrodzie oraz bliski kontakt z naturą, (najlepiej na boso :) ). A jak wygląda sprawa z duchem?

Myślę, że w każdym starym domu jest duch… - opowiada Iza. Taki dobry, pozytywny łącznik czasów obecnych z odległą przeszłością. Mój duch… A zresztą pozostawię to słodką tajemnicą, czy rzeczywiście widziałam tego ducha… :) W starych budynkach zawsze zastanawia mnie, kto chodził po tamtych podłogach, kto chwytał za klamki, kto tam płakał, kto się śmiał, kto się urodził, a kto umarł.

To właśnie u Izy, na uczestników czekała niespodzianka: występ grupy teatralnej „Pakt Pokoleniowy”. Aktorzy zaprezentowali kilka scen z książki „Zupa z pokrzyw (…)”:
- moment, gdy główna bohaterka przyjeżdża wraz z mężem do Klecia i postanawiają zakupić stary dom z czerwonej cegły;
- scena gdy główna bohaterka, rozkoszując się relaksem w ogrodzie, dostrzega w oknie ducha z czasów II wojny światowej
- autentyczne wydarzenia przedstawione w książce, a zaczerpnięte z pamiętnika Wiehlera.

Warto nadmienić, że uczestnicy spaceru mieli okazję również na błogi relaks w starym ogrodzie. Siedząc (a nawet leżąc) na soczystej trawie, w cieniu drzew, kosztowali przysmaki przygotowane przez Sekcję Kulinarną Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”. Agnieszka Rańcia oraz Agnieszka Paściak zaserwowały tytułową zupę z pokrzyw oraz ryż z cukrem i cynamonem (pożegnalny posiłek jaki zjedli w Kleciu ostatni przedwojenni mieszkańcy domu podcieniowego).

Sentymentalne pożegnanie z Kleciem

Tak to czasem w życiu bywa, że należy diametralnie zmienić otoczenie. Tak też musiała uczynić nasza przewodniczka, Izabela Chojnacka-Skibicka. Przez te kilka lat bardzo zżyła się z Kleciem, do tego stopnia, że obecnie czuje się Żuławianką, ale nadszedł czas wielkich zmian. Spacer literacki po Kleciu był jednocześnie spacerem sentymentalnym, i to nie tylko ze względu na bolesne wspomnienia zawarte w pamiętniku Wiehlera, czy też miłosne perypetie bohaterów książki „Zupa z pokrzyw (…)”. To, co najbardziej wzruszyło wszystkich uczestników to pożegnalny, ostatni spacer po wsi. Iza, dosłownie tuż po spacerze, ruszyła w czternastogodzinną podróż do innej rzeczywistości, którą od Żuław dzieli ogromna odległość. I mimo iż Iza już nie mieszka w Kleciu, to dla wielu osób to właśnie ona będzie jeszcze długo utożsamiana z tą małą, spokojną, żuławską wsią.

Żuławy mają moc przyciągania – dodaje Iza. Już po wojnie „przygarnęły” i stały się ojczyzną dla ludzi, którzy trafili tu z różnych miejsc Polski, być może dlatego każdy, kto przyjeżdża teraz również czuje się tu od razu, jak u siebie. Mnie pochłonęły bez reszty. I wiem, że gdziekolwiek rzuci mnie los ja i tak będę tu wracać. Przynajmniej duchem i sercem...

 

Fot. Piotr Lemański 

Niespiesznemu spacerowi, z pozoru spokojnemu, towarzyszyły skrajne emocje: radość, śmiech, ekscytacja, ale też wzruszenie, smutek, tęsknota. Był to spacer zupełnie inny niż wszystkie, bo głównym tematem byli ludzie, czy to mieszkający w Kleciu przed wojną, czy też obecnie, oraz postacie fikcyjne z książki. Uczestnicy mieli okazję poznać niewielką wieś przez pryzmat wyjątkowych osób, dzięki którym stare mury zyskały głębszego wymiaru.

Organizatorami wydarzenia byli: Stowarzyszenie „Kochamy Żuławy” oraz Grupa Teatralna „Pakt Pokoleniowy”.

Album na portalu Facebook: kliknij

Fot. Janusz Salamonik

 

2017  Kochamy Żuławy   globbers joomla templates

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej na temat plików cookies, których używamy i jak je usunąć, zobacz naszą polityke prywatnosci.

EU Cookie Directive Module Information